Kraków - moje miasto

Witryna w budowie

Strona umieszczona na serwerze darmowych kont Friko.pl

BuiltWithNOF
Wawel - intro

Magiczny zawrót głowy

 

 

 

29.06.2001

 

Artykuł z gazety: “Dziennik Polski”

Legenda wawelskiego czakramu

 

 

Wawel - dziedziniec

 

Wawel - dziedziniec.
Fot. Anna Kaczmarz.

 

 

 

Mieszają się epoki historyczne, racjonalizmowi towarzyszą objawienia, próbom rzeczowego wyjaśnienia - zwyczajne chciejstwa

W "Wielkiej encyklopedii powszechnej" z lat 60 hasło "czakram" nie figuruje. Podobnie w "Nowej encyklopedii powszechnej".
Kiedy pobuszuje się po Internecie, można znaleźć różne definicje: CZAKRAM - krąg, wir, centrum energetyczne w ciele człowieka. Wyróżniamy siedem głównych czakramów, które przetwarzają energię do zasilania ciał subtelnych człowieka. Są one umieszczone wzdłuż kręgosłupa, ostatni siódmy czakram znajduje [się] parę centymetrów nad czubkiem głowy. Czakram może transformować energię w dwóch kierunkach: do wewnątrz i na zewnątrz. Poza głównymi czakramami istnieje wiele innych, mających praktycznie dużo mniejsze znaczenie, choć wykorzystywanych w różnych rodzajach terapii. Harmonijne funkcjonowanie czakramów ma duży wpływ na funkcje fizyczne i psychiczne człowieka.
Również takie miejsca energetyczne zwane czakramami ziemi można spotkać na powierzchni ziemi. Koncentruje się w nich pozytywne promieniowanie typu radiestezyjnego. Na ogół dawni budowniczowie wznosili w takich miejscach świątynie, a nawet całe osady. Takim przykładem jest Wawel, gdzie centrum miejsca mocy jest zlokalizowane w kaplicy św. Gedeona.
Definicja, napisana raczej po amatorsku, z błędami (nie kaplica św. Gedeona, ale resztki romańskiego kościoła pod wezwaniem św. Gereona), kłóci się nieco z inną, także internetową: Czakram - według wierzeń muzułmanów i Hindusów Bóg rozrzucił po świecie siedem świętych kamieni i miejsca, gdzie się znajdują (Mekka, delta Gangesu, między rzekami Eufrat i Tygrys, u podnóża piramid, w Anglii, Krakowie - w krypcie św. Gedeona w pozostałości katedry romańskiej na Wawelu), są szczególnie chronione przed kataklizmami i wszelkimi nieszczęściami.

Walka z węzłem dezorientacji
Znów Gedeon zamiast Gereona, ale na tym kończy się zgodność. Według pierwszej definicji czakram jest miejscem o szczególnych właściwościach energetycznych, druga nadaje mu wyraźny kształt materialny - kamienia.
Łukasz Jasielski, kierujący krakowskim Centrum Doskonalenia Człowieka, w tekście złożonym w naszej redakcji (nie ukazał się wskutek nadmiernej hermetyczności) napisał: Czakram (cakra) to nie Kamień, a Kamień to nie Czakram. Czakram to węzeł energetyczny pełniący w Człowieku, Ziemi i Kosmosie przypisaną mu, niezwykle istotną rolę przekaźnika, generatora, stymulatora, korektora i nośnika, a nawet czasem cenzora. A kamień może być emiterem i nośnikiem, a raczej nadajnikiem i pośrednikiem informacji, ale nigdy Czakramem, gdyż jego struktura nie nadaje się do pełnienia takiej funkcji. Może być najwyżej zakotwiczeniem Czakramu. Czakramy Ziemi, jakim niewątpliwie jest Czakram Wawelski,, stworzone zostały wcześniej niż Kamienie...
Po tych trzech próbach zdefiniowania czakramu jesteśmy już skołowani, ogłupiali, zdezorientowani. W zasadzie wiemy jedno: że według dość powszechnego przekonania na Wawelu znajduje się źródło niezwykłego, dobrotliwego promieniowania. I byłby czakram - podobnie jak smok, szewczyk Skuba, Krak i Wanda - częścią wawelskiej legendy, gdyby nie wydarzenia ostatnich miesięcy. Dyrektor wawelskiego muzeum, prof. Jan Ostrowski, i proboszcz katedry wawelskiej, ks. Janusz Bielański, podjęli walkę z czymś, z czym bardzo trudno walczyć - z mitem.
Chodziło nie tylko o to, że szukający czakramowej mocy, przylegając do ściany dziedzińca, brudzili ją (kiedyś było gorzej, odłupywano małe kawałki muru), ale także o pryncypia. W ogłoszeniu wywieszonym na wawelskim dziedzińcu znalazło się zdanie stwierdzające, iż uprawianie praktyk okultystycznych nie licuje z godnością Wawelu jako miejsca o najwyższych wartościach historycznych i religijnych, a udział w tego rodzaju praktykach jest sprzeczny z zasadami wiary katolickiej.
Miejsce, w którym ludzie przylegali do ściany, zostało odgrodzone, a na łamach "Gazety w Krakowie", lokalnego dodatku "Gazety Wyborczej", rozpoczął się gorący spór. Temat - nieco przedwcześnie, bo jeszcze przed szczytem sezonu ogórkowego - pojawił się też w innych tytułach, między innymi we "Wprost", "Życiu" oraz "Super Expressie". W konsekwencji stało się to, co się stać musiało: sprawa czakramu - lub kamienia, jak kto woli - odżyła. Nie po raz pierwszy zakazy odniosły skutek odwrotny od zamierzonego...

Kosmici, Apolloniusz i królowa Elżbieta
Lektura publikacji poświęconych wawelskiemu czakramowi przyprawia o lekki zawrót głowy. Mieszają się epoki historyczne, racjonalizmowi towarzyszą objawienia, próbom rzeczowego wyjaśnienia - zwyczajne chciejstwa.
Pani Eugenia Fedorowicz - zajmująca się psychotroniką - w 1980 roku nawiązała bezpośredni kontakt z kamieniem, w wyniku czego z ogromnej wysokości zobaczyła wawelskie wzgórze sprzed trzydziestu tysięcy lat. Prawdę mówiąc, nie było jeszcze wzgórzem, zaledwie wysepką oblaną wodami rzeki. Biwakowali tam ludzie, którzy przybyli z kosmosu, aby złożyć w tym miejscu jabłko, buławę i kryształy. Trudno dociec, czy chodziło o kryształy w geologicznym tego słowa znaczeniu, czy też o wyroby ze szkła ołowiowego, podobne do tych, jakie przed laty stanowiły podstawę wycieczkowego eksportu do Bułgarii i Jugosławii. Z czasem wyspa urosła, zamieniła się we wzgórek, a wokół zakopanych przedmiotów wytworzyła się aura. Różowa i pulsująca.
Kazimierz Chodkiewicz, polski emigrant, piłsudczyk, teozof, mason i - jak go nazywa Zbigniew Święch - wielki wtajemniczony, nie sięga tak daleko w przeszłość. W pracy "The Cracow Occult Centre", opublikowanej w 1966 roku w Londynie, początek tajemnicy lokuje w I wieku po Chrystusie. Nad Wisłę miał wówczas przywędrować Apolloniusz z Tyany, który w miejscu, gdzie później usytuowano królewski zamek, zakopał jeden ze swych amuletów.
Mniejsza o to, kim był Apolloniusz, a był postacią autentyczną i niezwykłą, podobnie zresztą jak Chodkiewicz. O wiele bardziej pasjonujące wydaje się proste pytanie: skąd polski XX - wieczny emigrant dowiedział się o wycieczce Apolloniusza nad Wisłę? Znikąd, z domniemań, bo jak sam pisze: Biografia Apolloniusza napisana przez Filostratę nie zawiera żadnej wzmianki o podróży odbytej przez niego w te raczej mało znane wówczas strony Europy. Jednakże istnieje pewna luka w jego biografii po roku 93, wypełniona nieistotnymi faktami. Najprawdopodobniej właśnie w tym czasie Apolloniusz odwiedził południe Polski.
 

 





Chodkiewicz wiedział nawet, kiedy przebudził się talizman, przez dwa tysiąclecia drzemiący w ziemi. Stało się to podczas pełni, 18 maja 1935 roku, o godzinie 10.57, w czasie pogrzebu marszałka Piłsudskiego...
Michał Kaszowski, niegdyś fotoreporter, dzisiaj jasnowidz, twierdzi, że przez Polskę - a raczej przez ziemie, na których kiedyś miało powstać polskie państwo - przeszedł jeden z Trzech Króli, który w końcu osiadł w Brytanii, zostawiając tam swą magiczną koronę i tajemnicze klejnoty Ducha. Co to ma wspólnego z wawelskim czakramem? Dla nas, profanów, nic, ale nie dla jasnowidza. Podróż sprzed dwóch z górą tysięcy lat łączy on z inną, współczesną: Z tą informacją wiąże się inne współczesne wydarzenia, pozornie z innej bajki. Otóż (...) przyjechała do Krakowa, także oczywiście na Wawel, królowa angielska Elżbieta w towarzystwie swego męża i dworu. (...) Moim zdaniem wizyta ta nie jest przypadkowa, królowa bowiem jest ostatnią spadkobierczynią "magicznej korony" i WIELKIEGO KRÓLESTWA. Ta wizyta ma więc znaczenie symboliczne jako moment przekazania dziedzictwa z planem Opatrzności Polsce, gdzie zapowiadane jest od dawna powstanie królestwa.

Z Krakowa do Indii i z powrotem?

Byli i tacy, którzy wiązali wawelski czakram z działalnością druidów, a mistycznym towarzyszą bardziej racjonalne interpretacje. Miał więc być wawelski kamień meteorytem, co zresztą nie tłumaczy jego nadzwyczajnych właściwości, kojarzonych przez innych z ukształtowaniem ziemskiej skorupy...
Darujmy sobie inne rewelacje i spróbujmy prześledzić nie losy tajemniczego czakramu lub kamienia, ale legendy o nim.
Kiedy po raz pierwszy zrodziła się legenda o świętym kamieniu, trudno dziś dociec. Na pewno w XX stuleciu - pisze prof. Michał Rożek, wybitny znawca Krakowa, powołując się przy tym, podobnie jak Zbigniew Święch, na relacje Sławy Szyszko - Bohusz Celewiczowej, córki prof. Adolfa Szyszko - Bohusza: Opowiem o jeszcze jednym dość egzotycznym zdarzeniu, bo jest częścią historii Wawelu. W Krakowie (nie pamiętam, kiedy) przebywała pewna teozofka, nazywała się Borzobohata. Miała kontakty z kapłanami indyjskimi, wyznawcami Brahmy. Poprosiła ojca, aby umożliwił tym kapłanom wejście do krypty Gereona. Miał tam być jakiś święty kamień indyjski, kapłani chcieli obcować ze swoim Bogiem właśnie tam. Ojciec wyraził zgodę. Który to kamień, nie wiem, sądzę, że ojciec też nie wiedział. Faktem jest, że z tym swoim Bogiem obcowali dość długo. Jest to do dzisiejszego dnia nie wyjaśniona sprawa, wciąż jeszcze budzi emocje, może to tylko legenda.
Na tajemniczego Hindusa powołuje się też w swych wspomnieniach Tadeusz Kudliński, któremu opowiadano, że w 1959 roku, a więc kilkadziesiąt lat po wizycie teozofki, przewodniczki Hindusów, pojawił się tajemniczy student z Indii, który miał wówczas powiedzieć, że przed wiekami Wawel odwiedził riszi, święty nauczyciel. Kudliński przywołuje też postać maharadży, który przebywając w Londynie, według pewnego polskiego historyka, nie tylko wiedział o Wawelu, ale na dodatek stwierdził, że wawelskie wzgórze odzyska swą stołeczność.
Zauważmy, że nikt nie był naocznym świadkiem hinduskich wizyt w krypcie Gereona. Córka Adolfa Szyszki - Bohusza dowiedziała się o nich od ojca, Kudliński stosuje formułę opowiadano mi kiedyś. Wawelski konserwator Bogdan Treter, popularna niegdyś krakowska postać, miał obserwować wawelskie pielgrzymki Hindusów, ale - jak pisze Michał Rożek - wielokrotnie wspominała o tym jego małżonka. Znów więc brak naocznego świadka. W czasach mojego dzieciństwa panowało w Krakowie dość powszechne przekonanie, że Nehru, premier Indii, postać niezwykle wówczas w Polsce popularna, udał się do wawelskich podziemi, aby tam w modlitewnym skupieniu stanąć przed tajemniczym kamieniem.
Jeżeli Hindusi rzeczywiście tak często pielgrzymowali na Wawel, tajemnica może tkwi w działalności Wandy Dynowskiej, o której prof. Rożek tak napisał: W dwudziestoleciu międzywojennym wawelski kamień rozsławiła Wanda Dynowska (zm. 1971), współtwórczyni Polskiego Towarzystwa Teozoftcznego; to według niej Apolloniusz z Tyany założył "centr duchowy Krakowa". Od roku 1935 przebywała w Indiach, sławiąc tam ezoterykę Krakowa i wawelski czakram.
Może więc mamy do czynienia ze swoistym efektem bumerangu? Wanda Dynowska rozpowszechnia w Indiach, przynajmniej w pewnych sferach, wiadomość o wawelskich niezwykłościach, a zafascynowani nią Hindusi przyjeżdżając do Polski, odwiedzają Wawel, co potwierdza i umacnia legendę...
Legendę, którą według Michała Rożka wymyślono ad hoc na początku XX wieku, w specyficznych czasach, w atmosferze Młodej Polski, fascynacji hinduską filozofią, którą interesował się i Stanisław Przybyszewski, i Stanisław Sierosławski, i Karłowicz. Jeżeli więc Rożek się nie myli, a nie myli się z pewnością, mamy do czynienia z bardzo młodą, ale niezwykle silną legendą, z którą nie należy walczyć, bo i po co?
Znów odwołajmy się do prof. Michała Rożka: Nawet, jeśli czegoś nie rozumiemy - nie oceniajmy. Uszanujmy cudze poglądy, bowiem nie wszystko toczy się na poziomie naszej świadomości. Wawelski czakram - konfabulacja naszych neurotycznych czasów.

Ciąg dalszy w Warszawie
Legendy nie tylko mają twardy żywot, posiadają także - podobnie jak niektóre organizmy - zdolność do rozmnażania się przez pączkowanie. Pretensje do wawelskiego czakramu zgłaszają Niepołomice. - Mamy dowody na to, że Kazimierz Wielki fundując nasz zamek przeniósł czakram z Wawelu do Niepołomic - mówi prezes miejscowej, zamkowej fundacji.
Szuka się czakramów na Lubelszczyźnie, w czym - jak można przeczytać w "Dzienniku Wschodnim" - miejscowym pomaga Zbigniew Święch. Marta Dendys, współautorka przewodnika po Lublinie i okolicach, wyszukała siedem miejsc, w których może znajdować się czakram. Ba, nawet warszawiacy, jak zawsze konkurencyjnie nastawieni do Krakowa, nie chcą być gorsi. W majowym wydaniu "Kobiety i Stylu" można przeczytać, że pole energii ziemskiej pod Zamkiem Królewskim jest silniejsze niż pod Wawelem...

 

 

ANDRZEJ KOZIOŁ
Współpraca:
PAWEŁ STACHNIK

Przygotowując tekst o wawelskim czakramie korzystałem (przyp. autorów) między innymi z książek Michała Rożka ("Symbolika i magia Krakowa", Wydawnictwo Naukowe PWN) i Zbigniewa Święcha ("Czakram Wawelski. Największa tajemnica wzgórza", Wydawnictwo im. Warneńczyka).

 

 

 

[Home] [Historia] [Zabytki] [Tradycje] [Okolice] [Artykuły cz. I] [Artykuły cz. II] [W drodze do Emaus] [Golgota] [Klasztorna studnia] [Ukryta kopuła] [Na szerokim torze] [Ostatnia nawałnica] [Pałac biskupów..] [Perła gotyku] [Kiedy Kraków żegnał..] [Pożeracze zabytków] [Mariacka litania..] [Stulecie elektrycznego] [Resztki słynnej..] [Jak zginął św. Stanisław] [Światło przed Matką..] [W wulkanicznym..] [Magiczny zawrót głowy] [Wędrówki czasu] [Wiosenne zaduszki] [Artykuły cz. III] [Galerie] [Kalendarz dziejów ..]