Kraków - moje miasto

Witryna w budowie

Strona umieszczona na serwerze darmowych kont Friko.pl

BuiltWithNOF
Wawel - intro

W wulkanicznym Krakowie

 

 

 

23, 30.05.2000
Geologia na bruku

 

Artykuł z gazety: “Dziennik Polski”

 

 

 

Stolik Paco Rabanne

 

Stolik autorstwa Paco Rabanne z "Le Fumoir" Piano-Bar przy restauracji "Cyrano de Bergerac" z wypolerowanym plastrem pasiastego agatu

Groźne a zarazem fascynujące procesy erupcji wulkanicznych nie występują obecnie na obszarze Polski, pozostały jednak dowody ich działalności w minionych epokach geologicznych w postaci skamieniałych law i skonsolidowanych popiołów wulkanicznych. Choć wypływająca z wulkanu lawa i wyrzucany popiół, a także bardziej gruboziarnisty materiał piroklastyczny, powoduje ogromne szkody i zniszczenia, to po zastygnięciu i skonsolidowaniu stanowią cenny surowiec.

 

 

 

"Dymiące zagłębie"
Kraków położony jest w pobliżu wulkanicznego "zagłębia", jednak nawet najstarsi nasi protoplaści nie oglądali przebiegu tych procesów. Miały one bowiem miejsce w okresie permu, pod koniec ery paleozoicznej, czyli około 270 mln lat temu. Rozpoczynała się wówczas epoka panowania gadów, a ssaki miały dopiero pojawić się na arenie dziejów Ziemi. Zagłębie to usytuowane jest na obszarze rozciągającej się na zachód od Krakowa monokliny śląsko-krakowskiej.
Najwięcej skał pochodzenia wulkanicznego znajduje się na obszarze położonym między Regulicami a Miękinią. Do najbardziej znanych należą porfiry z rejonu Krzeszowic, melafiry z okolic Regulic i Rudna i diabazy z Niedźwiedziej Góry, oraz - najciekawsze ze wszystkich - tufy z okolicy Filipowic. Po ich eksploatacji pozostały tylko wielkie i malowniczo zarośnięte wyrobiska.

Strojne porfiry
W kamiennym wystroju Krakowa swoją obecność zaznaczyły najsilniej wspomniane porfiry. Nazwa porfir wywodzi się ze starożytnej Grecji, od słowa porphyreos - purpurowy i dobrze oddaje kolorystykę tej skały. Aczkolwiek według systematyki petrograficznej porfiry z okolic Krzeszowic są skałami pośrednimi pomiędzy dacytami a ryolitami (tradycyjna nazwa pozostaje jednak w powszechnym użyciu).
W architekturze Krakowa porfir wykorzystywany był dawniej głównie jako materiał brukarski, a obecnie w formie kamienia łamanego, kruszonego, grysu i drobnej mączki kamiennej w drogownictwie. Od wielu już lat nie wyrabia się kostki brukarskiej, stąd kłopoty ze zdobywaniem tego surowca wobec coraz bardziej powszechnego trendu do rekonstrukcji kamiennych nawierzchni.
Wydobywanie porfiru rozpoczęto w rejonie Krzeszowic dopiero w XVIII wieku w Miękini, a także w okolicy Zalasu, Sanki, Frywałdu i Głuchówek. W Archiwum Akt Dawnych miasta Krakowa zachowały się zalecenia Wydziału Spraw Wewnętrznych i Policyji Wolnego, Niepodległego i Ściśle Neutralnego Miasta Krakowa i Jego Okręgu oraz projekty i kosztorysy na układanie bruków i chodników, poczynając od roku 1840.
Najstarsza informacja o zastosowaniu kamienia porfirowego pochodzi z roku 1845. Dotyczy ona wykonania drogi i chodnika na wawelskie wzgórze, od "...narożnika ulicy Kanonnej do muru parapetowego i dalej aż ku bramie Pałacu Zamkowego wiodącej w kształcie stopni, ze względu na pochyłość terenu, szczególnie przy bramie między murami i dalej aż do kościoła Katedralnego." Ułożono tu 1080 łokci kwadratowych posadzki porfirowej po 5 zł 20 gr za łokieć, za sumę 6 444 zł. Fragment tej nawierzchni zachował się w pobliżu bramy i głównego wejścia do Katedry.

Zorba nie był pierwszy
Do najbardziej znanych miejsc eksploatacji porfiru należy Miękinia. Porfir występuje tu w formie niewielkiego trappu, czyli pokrywy lawowej, o miąższości 13-27 m, a lokalnie do 50 m. Pozostałością po eksploatacji jest zarośnięte i zniszczone przez erozję ogromne wyrobisko, o rozmiarach 1 x 0,4 km, położone na samym szczycie wielkiego wzniesienia.
Kamieniołom ten uruchomiono w 1852 roku, a do transportowania urobku wybudowano - wykorzystując dogodne ukształtowanie terenu - specjalną kolejkę linową długości 3,8 km. Łączyła ona kamieniołom ze stacją kolejową w Krzeszowicach, wzorem słynnej kolejki Greka Zorby. Wydobywano tu porfir barwy od czerwonobrunatnej do wiśniowoczekoladowej. Jak większość skał wylewnych posiada on teksturę porfirową, tzn. składa się z jednorodnego tła, zwanego ciastem skalnym, oraz wyraźnie makroskopowo widocznych prakryształów. Są nimi ziarna różowych lub białych skaleni, ziarna kwarcu o tłustym połysku i czarne blaszki biotytu o metalicznym połysku. Charakterystyczna barwa porfiru pochodzi od bardzo drobnych, rozproszonych ziaren hematytu.
 

 


Najbardziej charakterystycznym produktem tego kamieniołomu była kostka brukowa do budowy jezdni oraz większy rozmiarami brukowiec - używany do wykładania chodników. Dziś tylko starsi automobiliści pamiętają jezdnie o nawierzchni z kostki wiśniowej barwy, tak charakterystyczne dla większości dróg Krakowa.
W wielu miejscach zachowały się jednak lub zostały zrekonstruowane porfirowe chodniki, odcinki jezdni i nawierzchnie placów. Takie chodniki ułożone z różnokolorowej porfirowej kostki znajdują się na ul. Franciszkańskiej, Loretańskiej przed kościołem Kapucynów, Jagiellońskiej, gdzie porfirem wybrukowana jest również jezdnia, na przedpolu Bramy Floriańskiej, na placu przed Głównym Dworcem Kolejowym i małym placyku przed kościołem św. Jana, a także na dużych połaciach placu Szczepańskiego, ulic Karmelickiej i Zwierzynieckiej, gdzie znajduje się jednak kostka małogabarytowa.

Niejadalny bochenek

Innym miejscem eksploatacji porfiru jest kamieniołom w Zalasie, doskonale widoczny z autostrady Kraków - Katowice. Ten czynny od 30 lat kamieniołom wydobywa porfir tworzący w tym miejscu wielką intruzję - lakkolit, mającą kształt gigantycznego bochenka chleba - zwanego w Krakowie prądnickim. Rozmiary owego "bochenka" wynoszą co najmniej 4 x 1,5 km, a był on uprzednio wielokrotnie "nadgryzany" z różnych stron przez mniejsze kamieniołomy.
Po wypolerowaniu porfir z okolic Krzeszowic prezentuje się niesłychanie atrakcyjnie, przypominając dwie znane i cenione w starożytności skały: porfido rossso antico - pochodzącą z Djebel Dokhan w Egipcie oraz porfido verde antico z okolicy Eurotas koło starożytnej Sparty.
stnieje projekt przywrócenia nawierzchni kamiennej na Rynku Głównym w Krakowie, zbliżonej kolorystycznie do bezsensownie zniszczonej w wyniku "renowacji" w latach 1961-1963. Przewiduje on wyłożenie porfirową kostką chodników wokół Rynku. Kamień ten powinien również stanowić - łącznie z brukiem z białego górnojurajskiego wapienia z okolic Krakowa - pozostałą część nawierzchni. Byłaby ona zbliżona do zniszczonej i pozostawałaby w zgodności z niegdysiejszą nawierzchnią Rynku. Pozostawałaby także w harmonii z jego zabytkową architekturą, pełną detali z tego właśnie wapienia, podkreślając lokalny koloryt miasta.

Jak Feniks z popiołu...
Inną skałą wspomnianego "zagłębia" wulkanicznego jest tzw. tuf filipowicki. Aczkolwiek w architekturze Krakowa skała ta występuje sporadycznie, to z powodu niezwykłej genezy, zasługuje na zainteresowanie Czytelnika.
Jak każdy tuf powstał on z nagromadzenia materiału piroklastycznego - pyłu i popiołu, będącego zastygłymi w powietrzu drobinami lawy. Taki opadający, zastygły ale bardzo gorący materiał, ulegał niekiedy samoistnym, grawitacyjnym przemieszczeniom, czyli fluidyzacji, poprzez "rozrzedzenie" go wydobywającymi się gazami, jak również poprzez ich spalanie.
     Temperatura we wnętrzu takiej "spływającej" na kształt lawiny, gorącej chmury była rzędu 900-1000 oC i mogła ona osiągać prędkość do 500 km/godz., zatem większą niż w najsilniejszym cyklonie!
Najbardziej znanym przykładem tego typu zjawiska była gorąca chmura, która stoczyła się w roku 1902 z wulkanu Mt Pelee na Martynice na miasto St. Pierre. Zginęli wówczas wszyscy jego mieszkańcy, z wyjątkiem jednego więźnia przebywającego w głębokim lochu. Przebieg zjawiska był obserwowany, a nawet sfotografowany, z pokładów statków, które znalazły się poza zasięgiem oddziaływania tej chmury.

 

Okładzina z tufu

 

Okładzina z tufu filipowickiego na portalu siedziby dawnego Towarzystwa Ubezpieczeniowego "Feniks", na rogu Rynku Głównego i ul. św. Jana

 

 

 

Dziurawa architektura
W miejscach występowania tufu, a szczególnie w stromych ścianach, już od czasów starożytnych drążono podziemne pomieszczenia mieszkalne. Uzyskane tą metodą "domostwo" było z uwagi na miękkość skały łatwe do wydrążenia, a ze względu na jej porowatość - ciepłe. Do dzisiaj tego typu pomieszczenia są zamieszkiwane, jak to ma miejsce np. w Kapadocji, w południowo-wschodniej Turcji. W ostańcach skał, szczególnie w obrębie parku narodowego Göreme, drążono w czasach wczesnego średniowiecza zachowane do dzisiaj liczne kościoły i kaplice.
Do podobnie zlokalizowanych, ale pełniących całkiem inne funkcje "pomieszczeń", należą również słynne rzymskie katakumby. Rzym, a szczególnie jego starożytne centrum, posadowione było na skałach wulkanicznych i piroklastycznych, w tym także na ignimbrytach. Skały te były masowo eksploatowane na budowle i mury obronne Wiecznego Miasta, czego przykładem mogą być pochodzące z IV wieku p.n.e. i częściowo zachowane tzw. mury serwiańskie. Również z tufu wzniesiony został, kryjący zamaskowane przejście, arkadowy mur łączący Bazylikę św. Piotra z zamkiem Anioła. Niektóre zaś katakumby są produktem ubocznym tej eksploatacji prowadzonej metodami podpowierzchniowymi.
Te istniejące pustki zostały w pierwszych wiekach naszej ery rozbudowane i zaadaptowane przez prześladowanych chrześcijan na zakonspirowane miejsca zgromadzeń, a także pochówków. Ich literacki opis zna każdy, kto czytał "Quo vadis" Henryka Sienkiewicza.
Istnieje inne, niezwykłe zgoła powiązanie tufu, rzymskich katakumb i wawelskiego wzgórza; otóż pierwotnym miejscem pochówku św. św. Feliksa i Adaukta, których relikwie trafiły na Wawel prawdopodobnie w IX wieku, było wykute w tufie podziemne cmentarzysko - coemeterium "Commodili" przy Via Ostiensis, niedaleko Bazyliki św. Pawła fuori le Mura. Ale nie musimy jechać do Rzymu - chociaż warto - aby na własne oczy zobaczyć włoski tuf. Wystarczy udać się na niewielkie podwórko przy ul. Karmelickiej 14, będące łącznikiem dwuczęściowego sklepu "Prestige". Posiada ono niewysoki, pionowy cokół wykonany z włoskiego tufu z widocznymi licznymi fragmentami skał magmowych i bombami wulkanicznymi.
Istnieje jeszcze jedna zaleta wulkanicznego tufu, o której zapewne nie wiedzą mieszkańcy Filipowic, bo w przeciwnym razie na pewno zostałaby ona przez nich wykorzystana. Otóż, gleba utworzona na zwietrzałej powierzchni tufowych skał nadaje się jak żadna inna do uprawy winorośli. Wino z takiej winnicy charakteryzuje się niepowtarzalnym bukietem i wspaniałymi walorami smakowymi. Być może artykuł ten sprowokuje mieszkańców Filipowic i stoki Kowalskiej Góry pokryją wkrótce plantacje winnego krzewu wzorem stoków Wezuwiusza. Produkowane z nich wino mogłoby np. nosić nazwę Ignimbris lub w spolszczonej wersji Ognista chmura.
 

 

Bazaltowy potop
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o jednej wylewnej skale magmowej, która aczkolwiek nie pochodzi z najbliższej okolicy Krakowa, jednak znalazła tu liczne zastosowanie. Skałą tą jest czarny bazalt pochodzący z kamieniołomów na Wołyniu, z dalekich kresów II Rzeczpospolitej. Do najbardziej znanych miejsc jego pozyskiwania należały kamieniołomy w Berestowcu i Janowej Dolinie usytuowane na prawym brzegu Horynia, dopływu Prypeci.
Bazalt tego rejonu występuje w postaci lawowej pokrywy, która po wylaniu się na powierzchnię ziemi zajęła obszar ponad 100 tys km kw.!, a jej grubość przekraczała 100 m. Fragment tej pokrywy znajduje się w aktualnych granicach Polski w jej północno-wschodniej części, ale pod grubą osłoną młodszych osadów. Bazalt ten zawiera typową sieć heksagonalnego ciosu termicznego, w postaci szeregu sześcio- lub pięciobocznych, pionowo usytuowanych słupów, których powierzchnia wynosiła do 1 m kw.
Eksploatacja bazaltu odbywała się poprzez wyważanie stalową sztangą wspomnianych słupów, aż do ich upadku. Podstawowym produkowanym tu asortymentem była kostka brukarska. Aby zobaczyć taki słup bazaltowy, nie trzeba jechać na Podole, ale wystarczy podejść na ul. Oleandry 2a. Półtorametrowy fragment takiego słupa z Janowej Doliny leży na podeście schodów budynku mieszczącego Instytut Nauk Geologicznych Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także mało znane szerszemu ogółowi Muzeum Geologiczne.
Mimo upływu lat możemy oglądać bazaltową kostkę z tamtych okolic w wielu punktach Krakowa. Jeszcze nie tak dawno stanowiła ona nawierzchnię wielu ulic, np. al. Mickiewicza, al. Krasińskiego czy też ul. Szewskiej i Krupniczej, gdzie pięknie prezentuje się na podjeździe do domu J. Mehoffera pod numerem 26. Na jezdniach, pokrytych dziś asfaltowym dywanikiem, widoczna jest tylko w dziurach odpadłego asfaltu lub w czasie ich remontu. Warto wtedy wziąć do ręki taką kostkę. Mają one na ogół kształt prostopadłościanu, o wymiarach poprzecznych 15x15 cm i długości dochodzącej do 40 cm. O ile nie była przekładana od czasu budowy jezdni, jej ścianki są z lekka nierówne, z zachowanymi śladami obróbki, z wyjątkiem tej, po której toczyły się koła. Ta ściana jest równa i bardzo gładka. Mimo doskonałych parametrów wytrzymałościowych (niemal 3,5 t/cm2) miał ten surowiec tę jedną wadę, że wykonana z niego nawierzchnia nadmiernie wygładzała się pod wpływem użytkowania i była bardzo śliska, szczególnie na mokro. Z tego typu kostki wykonane są również przykrawężnikowe pasy jezdni wzdłuż np. zmodernizowanego odcinka wspomnianych al. Trzech Wieszczów.

 

Fragment bruku

 

Fragment bruku na placu przed kościołem Karmelitów Bosych Na Piasku. Różowofioletowy porfirowy brukowiec z Miękini i czarna bazaltowa kostka z Wołynia

 

 

 

Drogocenny pęcherz
Skałą podobną do opisywanego bazaltu jest melafir. We wspomnianym "zagłębiu krzeszowickim" występuje on w rejonie Alwernii i Regulic. Buduje również stromościenne wzniesienie, na którym stoi zamek Tenczyńskich w Rudnie, na południe od Krzeszowic. Melafir, to zasadowa skała wylewna będąca po prostu bazaltem, który został zmieniony procesami wietrzenia. Zmienia on swoją pierwotną czarną barwę, poprzez fioletowoczarną na ciemnofioletowowiśniową, w miarę utleniania pierwotnego czarnego magnetytu na wtórny, wiśniowy hematyt. Skała ta może posiadać zarówno teksturę zbitą, jak i porowatą - pęcherzykowatą; nosi wówczas nazwę parchacza i przypomina pumeks.
Najbardziej niezwykła sytuacja ma jednak miejsce wówczas, gdy melafir zawiera pojedyncze, duże pęcherze. Próżnie te powstały w momencie odgazowywania się krzepnącej lawy na powierzchni ziemi. Na ogół są one wypełnione różnymi wtórnymi minerałami: agatem, krystalicznym kwarcem lub ametystem, najczęściej jednak zielonkawo-żółtym, ziemistym zeolitem.
Do największych tego typu skupień należy ametystowa geoda długości prawie 2 metrów, zdobiąca przez wiele lat wystawę zakładu fryzjerskiego w Krzeszowicach, a dzisiaj stanowiąca ozdobę wspomnianego Muzeum Geologicznego UJ. Znacznie bardziej pospolite są wypełnienia pasiastym agatem w kolorach białym, popielatym i niebieskim, szczególnie pięknie prezentujące się po przecięciu i wypolerowaniu.
W substancji kamiennej Krakowa melafir możemy obserwować tylko wyjątkowo, aczkolwiek był on eksploatowany na potrzeby Krakowa w formie tzw. pieńków do brukowania ulic. Nieforemnymi bryłami tej skały wyłożona jest wyższa część wjazdu do bramy posesji przy ul. Garbarskiej 15, na tyłach kościoła Karmelitów Bosych Na Piasku. Właśnie wokół tego kościoła oraz w ciągu ulicy Karmelickiej, a także u wylotu ulicy Szewskiej, odrestaurowano nawierzchnie, na które użyto m.in. zabytkowej już wołyńskiej kostki bazaltowej i miękińskiej porfirowej, umiejętnie komponując ją ze współczesną kostką sjenitową i granitową.
 

 


Z mieszanymi uczuciami można odbierać najnowszy projekt przebudowy nawierzchni ul. Szewskiej. Bardzo cieszy pomysł odsłonięcia istniejącego tu bruku bazaltowego, niepokojem napawa projekt wykonania chodników z betonowej kostki, a jeszcze większym pomysł zastąpienia pięknych andezytowych i zabytkowych już krawężników, nowymi, granitowymi.

Nie tylko bruki

Gdy zmęczeni podziwianiem opisywanych skał skierujemy swoje kroki do jednego z licznych lokali gastronomicznych, możemy doświadczyć podwójnej uczty, z których jedna będzie całkowicie darmowa. Tę nadprogramową, geologiczną konsumpcję zapewni nam kamienny blat bufetu lub stolika, przy którym zasiądziemy.
Jeżeli lokalem tym będzie np. "Le Fumoir" Piano-Bar należący do restauracji " Cyrano de Bergerac" przy ul. Sławkowskiej, możemy odpocząć przy kwadratowym, mosiężnym stoliku autorstwa Paco Rabanne. W blacie tego unikatowego mebla - jak argusowe oko - umieszczony jest pięknie wypolerowany plaster pasiastego agatu, identycznego z występującymi w melafirach z Rudna. Możemy też usiąść przy okrągłym stoliku o blacie z włoskiego marmuru Rosso Verona i wieczorem posłuchać "geologicznej" muzyki w wykonaniu pianisty - geologa, absolwenta wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH.
Miejscem "degustacji" skał magmowych w architekturze Krakowa może być również restauracja McDonald's przy ul. Floriańskiej. Potrawą dla ducha będą tu wspaniałe blaty stolików i przyściennych lad, wykonane z grubokrystalicznego sjenitu Balmoral Red rodem z Finlandii. W składzie tej skały dominują kierunkowo ułożone, kilkucentymetrowej średnicy kryształy różowego ortoklazu.

Stoliki w McDonald's

 

Stoliki w restauracji McDonald's przy ul. Floriańskiej z blatami z fińskiego sjenitu Balmoral Red

 

 

 

 

 

JACEK RAJCHEL

Dr hab. inż. Jacek Rajchel jest profesorem Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej

 

 

 

[Home] [Historia] [Zabytki] [Tradycje] [Okolice] [Artykuły cz. I] [Artykuły cz. II] [W drodze do Emaus] [Golgota] [Klasztorna studnia] [Ukryta kopuła] [Na szerokim torze] [Ostatnia nawałnica] [Pałac biskupów..] [Perła gotyku] [Kiedy Kraków żegnał..] [Pożeracze zabytków] [Mariacka litania..] [Stulecie elektrycznego] [Resztki słynnej..] [Jak zginął św. Stanisław] [Światło przed Matką..] [W wulkanicznym..] [Magiczny zawrót głowy] [Wędrówki czasu] [Wiosenne zaduszki] [Artykuły cz. III] [Galerie] [Kalendarz dziejów ..]