Kraków - moje miasto

Witryna w budowie

Strona umieszczona na serwerze darmowych kont Friko.pl

BuiltWithNOF
Wawel - intro

Mariacka litania mistrza Jana

 

 

 

21.12.2001

 

Artykuł z gazety: “Dziennik Polski”

 

 

 

Takiej polichromii nikt jeszcze nie widział w Krakowie. Na głowę twórcy posypały się więc inwektywy.

"Gdy się wielkimi drzwiami do kościoła wniydzie, uderza w oczy piękność i obszerność iego. Poboczne kaplice iako też i sam gmach świątyni mieszczą w sobie ołtarzów z marmuru a po części z hebanu trzydzieści i dwa. Nayokazalszy atoli iest Wielki Ołtarz, cały roboty snycerskiey..." - pisze Ambroży Grabowski w swym "Historycznym opisie Miasta Krakowa i iego Okolic" z 1822 r.
W następnych wydaniach dorzuci wykonawcę ołtarza, niejakiego Wita Krakowianina, bo zainteresowanie gotykiem rosło z roku na rok. W przeciwieństwie do baroku, uważanego przez wyrafinowanych znawców za "zepsuty renesans". Ano, nie tylko Fortuna, lecz również nasze gusta kołem się toczą.
Uwielbienie dla "sztuki barbarzyńskich Gotów", jak nazwał ją Giorgio Vasari, było równe jej niegdysiejszemu potępieniu. Regotycyzuje się więc zamki i świątynie z zapałem nie mniejszym od ich niedawnego przecież strojenia w barokowe właśnie szatki, skuwając gzymsy i sztukaterie dla odsłonięcia gotyckich żeber i laskowań. Francja Napoleona III odnawia Sainte Chapelle i paryską Notre Dame. W kolejce czekają Monreal, Saint Denis, Carcassonne, Yezelay i długa lista arcydzieł średniowiecza.

Ogrom Wita Krakowianina
Kraków nie może być gorszy od Paryża, więc jego najważniejsza świątynia nie może straszyć wnętrzem, narzuconym mu w sposób najzupełniej dosłowny przez archiprezbitera Jacka Augustyna Łopackiego w drugiej i trzeciej ćwierci XVIII w., który niemałym kosztem oszpecił kościół łamanymi gzymsami i sztukateriami w stylu obraźliwego dla jej dostojeństwa rokoka, jakimiś kogucimi grzebieniami, roztańczonymi zwrotnikami i fikuśnymi kapitelami pilastrów. Chciał również zafundować mu nowy ołtarz wielki i zmienić okna "w starożytnym guście z kolorowych szyb układane", lecz dobry Bóg powołał go do swej chwały.
Było więc do czego nawiązać, a historia lubi się powtarzać, choć niekiedy w odwrotnym porządku. Przed czterema wiekami "Wit Krakowianin" podporządkował się proporcjom i podziałom kościelnego wnętrza. Teraz wnętrze miało mu się zrewanżować, dostrajając wygląd prezbiterium do jego estetycznych imperatywów, bądź choćby sugestii tylko. A te były duże, bo ołtarz przytłacza kościół swym ogromem i przyciąga wzrok z magnetyczną siłą, w czym nic dziwnego; zważywszy, że w żadnym gotyckim kościele proporcje nie są tak korzystne dla ołtarza, bo też nigdzie nie przybrał on tak monumentalnych wymiarów: 13 na 11 metrów! Toż to rozmiar mieszczańskiej kamieniczki wraz z wieńczącą ją attyką.
Uchwała o gruntownej renowacji kościoła zapadła na początku 1889 r., choć myślano o niej od dawna, lecz w Krakowie nic nie przebiega szybko i bez oporów. Na czele Komitetu Parafialnego stanął doświadczony konserwator, Paweł Popiel, o którym krążył wierszyk: "Siedzi Popiel w kamienicy, a nos trzyma na ulicy", bo, rzeczywiście, nie ustępował Cyrano de Bergerac pod tym względem. Wraz z nim w skład weszli Sokołowski i Tomkowicz, Łuszczkiewicz i Łepkowski. Potęga!

 


 

Michelangelo i Jan
Na posiedzenie komitetu, którego obrady toczyły się, jak powiadali życzliwi, w atmosferze wybitnie Matejce nieprzyjaznej i pełnej skierowanych przeciw niemu intryg, dostojnego Mistrza nie zaproszono, choć ofiarował się wykonać projekty bezpłatnie. Gdy go w końcu poproszono o udział w obradach - Sokołowski rzucił Matejce w oczy: "My o tym nie mamy wyobrażenia. Nigdyśmy nie malowali kościołów, my tylko macamy...", sugerując, że polichromię powinien projektować któryś z zachodnich artystów.
Na co Matejko: "Ja się zastrzegam przeciw temu, bo ja nie macam, ja myślę i gruntownie rzecz biorę". Bo Mistrz, podobnie, jak później jego nieodrodny uczeń, Wyspiański, miał o swych możliwościach nader pochlebne mniemanie. A wszystko inne pomijając, on, profesor i nauczyciel rzeszy artystów, pospolitował się, słuchając wraz ze studentami wykładów tegoż Sokołowskiego o Michale Aniele; jego Sykstynę podziwiał podczas swego niedawnego pobytu w Watykanie Leona XIII, któremu ofiarował "Sobieskiego pod Wiedniem".
Czy się z Michelangelem porównywał? Niewykluczone. Tym bardziej że nawet fizycznie był do niego podobny: mały, słabowity, z identycznie złamanym nosem na dodatek. Lecz również ogarnięty wielką, przeogromną pasją malowania i przekazywania swych myśli za pośrednictwem sztuki, przepojonej jakże mu właściwą straszliwością wyrazu. Dzieło Buonarottiego zachęcało do czynów największej miary. W tym konkretnym wypadku do pokrycia freskami katedry na Wawelu, bo"Panna Maryja - mówił to miejska fara, kościół mieszczan i trzeba mu tę cechę zostawić, nie robiąc go zbyt wspaniałym", natomiast "zamek to cos więcej, to sama chwała królów, narodu i świętych, tam trzeba takiego blasku, takiego przepychu, który by wszystko wyraził, wszystko przypomniał, wszystkiego był godny...".
W tym jednym Matejko zgadzał się z Komitetem, a zwłaszcza Łuszczkiewiczem, który proponował polichromię skromną i nie zakłócającą stylistycznej części architektury.

Przepruchy wielkich uczniów
Podporządkowanie się czemukolwiek nie leżało jednak w naturze Mistrza. Choćby to była nawet chwalebna przeszłość kraju. Szedł za ciosem. "Ledwiem to przeprowadził, że mi pozwolono malować kościół... Przychodzę raz na posiedzenie komitetu restauracyjnego kościoła i mówię, że niech się nie biedzą, jaką polichromię dać na ścianach, ja mam projekt namalowania litanii do Matki Boskiej. Zamiast przyjąć to moje oświadczenie, no, z pewną grzecznością, zaczęli uśmiechać się powątpiewająco, a prezes, ekscelencja Paweł Popiel, przystąpił do mnie i poklepując mnie po plecach zaczai do mnie przemowę - Mistrzu, to się przecież nie da malować... wreszcie ustąpili i pozwolili mi łaskawie malować moją litanię...".
Na tym nie koniec. Była również obraza i zawstydzenie komitetu datkiem w wysokości 200 złr. i przeprosiny ze strony Popielą. Były fochy i fumy, lecz stało się: Mistrz podjął się pracy, l zaczął ją z wrodzonym sobie rozmachem i niestrudzoną pracowitością, choć czuł się marnie: paraliżowały go bóle brzucha, a to odbiera radość życia.
Na przekór cierpieniu Matejko projektuje kartony przepojone optymizmem, które jego uczniowie w osobach Mehoffera i Wyspiańskiego przenoszą metodą"przepruchy" na ściany i rozrysowują. Lecz pod okiem Mistrza, który, nie bacząc na chorobę, wspinał się po rusztowaniach, by wszystko sprawdzić, wszystkiego dopilnować.
 

 

Projekty polichromii Jana Matejki w kościele Mariackim w Krakowie.

 

Projekty polichromii Jana Matejki w kościele Mariackim w Krakowie

Projekty polichromii Jana Matejki w kościele Mariackim w Krakowie

 

 

 

 

 

Anielski korowód
Czy anioły są takie, jakie sobie wymarzył, o twarzach jasnych i polskich, bo z życia, a nawet najbliższej rodziny wziętych? Barwne, skrzydlate i dynamiczne, muzykujące na starych instrumentach, wyśpiewujące wersy loretańskiej litanii wśród giętkich wici roślinnych. Różnych rang i anielskiej hierarchii: zwyczajne nasze anioły powszednie, lecz również sześcioskrzydłe cherubiny. Wypełniają pionowymi pasami ściany i okienne glify, spoglądają z każdego zakamarka i dekoracyjnego splotu, malowanych ornamentów, dzierżą herbowe kartusze i banderole ze słowami modlitwy...
Anioły, wszędzie anioły, o których uczony Thomas Heywood mówił, że "ten, kto twierdzi, że zna ich dokładną liczbę - ten jest głupcem lub kłamcą...". Matejko wymalował ich 178. A pod nimi pokraczne, lecz przy tym śmieszne, więc niegroźne diabły będące wszak również upadłymi aniołami.
Chóry anielskie stoją najbliżej ołtarza. Nad nim rozpina się usiane gwiazdami niebo. Mija zrekonstruowaną belkę tęczową i przechodzi nad nawę główną, której ton nadają godła fundatorów i dobrodziejów świątyni, krakowskich cechów, choć ks. Bukowski, proboszcz kościoła i hojny mecenas polichromii, na którą wyłożył aż 30 000 złr., miał inny pomysł. Zażądał, by w miejsce cechowych godeł Matejko dal znaki lub herby dawnych proboszczów świątyni.
"Matejko nie godził się na to, dowodząc, że księża proboszcze, jacy niegdyś w kościele tym byli, mieli wygodne z kościoła utrzymanie się, lecz dla samego kościoła niewiele, lub może nic nie zrobili. Cała dla kościoła zasługa przypada wyłącznie na korzyść starodawnych cechów mieszczańskich...".

Mistyka światła
Awantura wybuchła przeogromna. Matejko wycofał swe projekty i nie chciał innych malować, aż komitet jął sarkać i narzekać: "Szkoda, że do tego zaproszono Matejkę, bo z nim wielka jest bieda!".
W końcu Mistrz postawił na swoim. Jak zwykle zresztą, lecz tylko w kwestiach sztuki, bo w domu rozmaicie bywało.
Minęły dwa lata. Prezbiterium zdobiono od czerwca 1889 r. do marca 1890 r., kiedy to biskup Albin Dunajewski poświecił je uroczyście. Rusztowania nawy głównej rozebrano 15 sierpnia 1891 r., w dniu Wniebowzięcia patronki świątyni i jej największe święto. Kościół zalśnił nowym blaskiem.
W niezmiernej barwności i szafowaniu złotem - polichromia nawiązuje do gotyku i jest zgodna z jego "mistyką światła". Podobnie, jak w ornamentyce, inspirowanej przez gotyckie witraże, rzeźby Wawelu i kościoła Dominikanów. Oraz przerysami ze "Słownika rozumowego architektury francuskiej" le Duca, którego rodacy - ze wspomnianym już opatem Sugerem - wymyślili system konstrukcyjny i podporządkowane jego liniom zdobnictwo stylu, zwanego dziś "gotyckim".

Zapowiedź nowego
Jednak niezupełnie. Przez lata całe zarzucano mu tradycjonalizm, ba, anachronizm nawet i upartą odporność na wszelkie nowości, na które był podobno impregnowany. To fałsz, jeden z przyklejonych do Mistrza mitów. W dekoracji kościoła brzmi zapowiedź secesji. W płaskim modelunku i operowaniu pokrętnym konturem, w jasnym kolorycie i motywie irysa, "kwiatu secesji" - jak go zwano i ulubionego kwiatu Matejki zarazem, l obfitości pawich piór, jak z poematu Maeterlincka "Les paons blancs, les paons nonchalantes" - pawie białe, pawie aroganckie, które miały dać imię pierwszej kawiarni krakowskiej bohemy "Pod białym paonem", gdzie to i Wyspiański, i Stanisławski, i Wyczółkowski, i Przybyszewski formułowali założenia nowego światopoglądu artystycznego.
 

 


Najsilniej jednak brzmi w jego polichromii bojowe hasło wzbierającego już stylu, który w najbliższych latach miał pójść jak ogień przez Europę i zmieść ostatnie relikty zakurzonej przeszłości: "dążymy do tego, co nowe i nigdy nie oglądane".
Polichromia Matejki jest nowa i czegoś jej podobnego nikt jeszcze nigdzie nie widział. A wszelka nowość budzi odruchowy sprzeciw. Nawet wówczas, gdy w przedziwny sposób myli się ją z tradycją.
Na głowę Matejki posypały się więc inwektywy. "W taki sposób mógłby odmalować swój pałac dorobkiewicz pozbawiony smaku, dla którego wszystko, co czerwone i złote, jest równie pięknym... Architektura straciła swój charakter, powaga gotyku opuściła świątynię, a nawet kościół wydaje się jakby mniejszym. Brakuje tylko chorągiewek i łańcuchów z papieru kolorowego... Cała nadzieja w tym, że za jakie lat sto znów odnowi się kościół Mariacki i że wówczas może zabraknie wielkiego malarza historycznego. .." - grzmi petersburski "Kraj".

Przekupki, znawcy, panie...
Co tam jakieś konserwatywne pisemko! Wtórował mu jednak we właściwy sobie sposób sam Stanisław Tarnowski: "... Pomalowanie kościoła... wywołało bardzo stanowcze i bardzo powszechne potępienie. Najzawołańsi znawcy polscy uznali kościół za zepsuty tym malowaniem zupełnie i bez ratunku... Ludzie, którzy bez pretensji do znawstwa mają rozum i wrodzony smak, zgadzali się z tym surowym sądem; kościół zmalał, zniżył się w ich oczach, a oprócz tego raził te oczy niemiłosiernym blaskiem kolorów i mnóstwem nieestetycznych szczegółów... Przyjezdny znawca francuski powiedział, że to byłaby piękna sala dla jakiegoś cafe chantant; przekupki krakowskie... mówiły, że to za wesołe, za świeckie. Niektóre panie skarżą się po prostu, że mają takie uczucie, jakżeby im kto ukradł pannę Maryję...".
Przekupki, znawcy, przyjezdny Francuz, panie... Wszyscy, tylko nie on, wyrocznia Krakowa i arbiter elegantiarum miasta. I tylko "pogromca Matejki", Stanisław Witkiewicz ośmiela się być innego zdania: "Polichromia kościoła Mariackiego jest jednym z objawów tego stałego, nie dającego się niczym wstrzymywać odradzania się narodu... Ta cudowna litania, którą Matejko wyśpiewał na ścianach prezbiterium, zdaje się od wieków otaczać tryptyk Wita Stwosza, być organiczną jego częścią. To złoto, purpura, turkusowy błękit, te pręgi czarne i pomarańczowe, te pąsowe fazowania, te zwoje stylizowanych roślin, gwiazdy i krzyże - wszystko to zdaje się być... zmaterializowaniem tego' snu bajecznego, który ogarnia człowieka od przestąpienia progu Mariackiego kościoła...".
Należy więc oglądnąć z uwagą piękną wystawę naszego Muzeum Narodowego "Opus magnum". Zadumać się i westchnąć nad losem Mistrza i jego geniuszu. Zobaczyć fragmenty nigdy nie oglądane, bo Matejko, średniowiecznym właśnie obyczajem, wykańczał każdy, najwyżej nawet umieszczony szczegół, boć przecie nie dla ludzi, ani swej próżnej chwały pracował, lecz Boga, a Jego nie da się oszukać. I nie należy.
A potem pójść do odnowionego kościoła i wspomnieć słowa Matejki: "Wszystko tak trzeba przebojem zdobywać, nie wiem, czy im się teraz podoba, czy nie (Komitetowi - JM), ale zrobiłem, co chciałem, nie chcę z nimi więcej o tym mówić...".
I chwała Bogu.

 

 

Jerzy Madeyski

Cytaty wg "Jan Matejko, biografia w wypisach", Jan Gintel, Ewa Micke Broniarek "Matejce w hołdzie", "Listy Matejki do żony Teodory", Marian Gorzkowski "Jan Matejko", Maria Szympowska "Jan Matejko".

 

 

 

[Home] [Historia] [Zabytki] [Tradycje] [Okolice] [Artykuły cz. I] [Artykuły cz. II] [W drodze do Emaus] [Golgota] [Klasztorna studnia] [Ukryta kopuła] [Na szerokim torze] [Ostatnia nawałnica] [Pałac biskupów..] [Perła gotyku] [Kiedy Kraków żegnał..] [Pożeracze zabytków] [Mariacka litania..] [Stulecie elektrycznego] [Resztki słynnej..] [Jak zginął św. Stanisław] [Światło przed Matką..] [W wulkanicznym..] [Magiczny zawrót głowy] [Wędrówki czasu] [Wiosenne zaduszki] [Artykuły cz. III] [Galerie] [Kalendarz dziejów ..]